Powinieneœ uaktualnić FlashPlayer'a. IdŸ do http://www.adobe.com/go/getflashplayer Żeby pobrać najnowszego FlashPlayer'a.

Kontakt

Miklas
Astarte
[Polska] Msza Św. na rozpoczęcie sezonu 2007 na Jasnej Górze Email

Napisany przez Astarte, z 13-04-2007 23:00

Ilość wyświetleń : 1342    

Ulubione : Brak

Opublikowane w : Relacje, Relacje 2007


 Sobota 14.04.2007

    Dzień zapowiadał się przepiękny. Słońce już od wczesnych godzin przebijało się przez okna. Szybki rzut oka na zegar... uffffff mogę spać dalej - dopiero 9 godzina. Spotkanie z resztą ekipy planowaliśmy w Piotrkowie Tryb.. na 13:40, więc mogliśmy sobie pospać smacznie o wiele dłużej niż zwykle :) Wstaliśmy o 10... dzień zaczęliśmy od małego śniadanka. Potem przykręcaliśmy stelaże, które dzień wcześniej wymontowaliśmy z CBR-ek celem pomalowania.
    Zeszło nam z tym trochę dłużej niż planowaliśmy. Motocykle już gotowe do drogi. Jednak jest już 12:10. a musimy jeszcze skoczyć pod prysznic i przebrać się w ciuchy motocyklowe. Wrzuciliśmy rzeczy do kufrów... przygotowaliśmy ubranka na motocykl i szybko wskoczyliśmy pod prysznic. Myju, myju... chlapu, chlapu, a czas biegnie nieubłaganie. Pachnący i ubrani wskakujemy na maszyny. Po tankowaniu zostawiamy Radom daleko w tyle. Koło 13 wyjechaliśmy z Radomia, więc jest pewne, że spóźnimy się co nieco. Dlatego dkręcamy manetki i mkniemy bocznymi drogami wbrew obowiązującym przepisom. Ruch nie jest duży, nikt nie przeszkadza nam w szybkim pokonywaniu kilometrów. W Tomaszowie wypadamy na "gierkówkę", więc teraz już będzie z górki. Manetki idą w dół... lewy migacz włączony i dość szybko przemierzamy zamierzony dystans.
 
    Po 14 meldujemy się na McDonaldzie. Reszta ekipa czeka już tam na nas. Wrzucamy coś szybko na ruszt, tankujemy się i w drogę. Przed nami szybki przelot do Częstochowy... cały pas dwupasmówka, więc będzie szybko, przyjemni i bezproblemowo. Po drodze załapujemy się jeszcze na "wesele", a dokładniej - razem z Miklasem robimy bramę, Marek efektownie pali gumę, w nagrodę dostajemy butelkę wódki i możemy ruszać dalej. Po 80 km mijamy granicę "świętego" miasta. Nasze lokum jest w miejscowości obok. Mijamy Częstochowe i kierujemy się na Olsztyn.
 
    Dojeżdżamy na miejsce - tam już czeka na nas Rafał. Obgadujemy co robimy dalej. Wypadałoby coś zwiedzić - jedziemy do pobliskiego zamku. Już po chwili stoimy u jego murów... stoimy dosłownie, prawie wszyscy podjechali pod wzniesienie i motocykle pięknie prezentują się u murów ruin.

 ImageImage

    Ktoś mówił, że CBR-ką się nie da :P a poradziła sobie zarówno F2-ka, jak i F3-ka, nie wspominając o VFR-ce, Aprilli i Drag Starze 1100. V-storm także poradził sobie z tym zadaniem ;) Pofociliśmy siebie i motocykle dumni z naszego wyczynu, pooglądaliśmy trochę ruinki i już lekko głodni wróciliśmy na naszą miejscówkę.

Image

    Tylko zaparkowaliśmy nasze motocykle, a już Rafał wyciąga wódeczkę i zaprasza na jednego. Najwyższa pora coś zjeść... mój brzuch domaga się już tego od paru chwil. Celem naszej napaści pada pobliska restauracja serwująca rybki. Pstrąg w ich wykonaniu wyśmienity... do tego zimne piwko (a nawet dwa... jedno od Baryła za celny tekst na forum :P ) - po prostu żyć nie umierać.

Image
 
    Powoli zaczęło się ściemniać... na zewnątrz robi się chłodno. Do głów przychodzi nam ciekawy plan - a może by tak imprezka na pobliskich ruinach zamku :) Nie trzeba było dłużej czekać - wkładamy ciepłe ubranka, zaopatrujemy sie w napoje wyskokowe. Ja tym razem niosę pod pachą czerwone winko i raźnym krokiem zmierzamy na miejsce imprezy.

Image

    Pod zamkiem trzech młodych chłopaków urządziło sobie dziwne zabawy, m.in. otwieranie bramy koszem na śmieci z siedzącym na nim kolegą czy też próba destrukcji muru także za pomocą kosza i kolegi. Jednak młodzież ma w dzisiejszych czasach fantazję Wariatów zostawiamy na dole, a sami wdrapujemy się na szczyt, aby tam skonsumować nasze trunki. Wódka leje się strumieniami... ja spokojnie popijam winko... i staram się nie zostać namówiona na silniejszy alkohol :P Po kilku wersach sprośnych piosenek schodzimy ze szczytu i kierujemy się w stronę pizzery. Jak się domyślałam nie można tam wchodzić z własnym trunkiem, więc prowokująco otwieram drzwi i resztkę wina dopijam duszkiem jeszcze przed wejściem do lokalu :) Siadamy przy wielkim stole... każdy zamawia sobie browarka... oraz dla wszystkich pizza.
 
    Najedzeni, ale jeszcze nie napici ;) wracamy na ognisko na kwaterę... tam właściciel domku czeka na nas z rozpalonymi płomieniami. Za trudy zostaje napojony naszym alkoholem. Nie wie on, że chwile wcześniej Gerard zawinął z jego tarasu szaszłyka ;) Impreza ma normalny przebieg... śmiechy, głupie rozmowy, parę strat (dokładniej dwa krzesła ogrodowe), jednakże zostały one szybko zakamuflowane w płomieniach ogniska - i dowodów po chwili brak :)

Image

    Imprezka robi się coraz cichsza... kilka osób zmorzona alkoholem poszła już do łóżek - pora też na mnie. Marek także ma już ochotę na ciepłą kołderkę, wiec razem idziemy do pokoju. Rzut oka na łózko... ehhhhhhh... jakie ono piękne. Nie mija 5 minut, a już śpię mocnym pijackim snem :P




Ostatnie uaktualnienie : 24-01-2008 09:30

   
Cytuj ten artykuł na swojej stronie
Dodaj do ulubionych
Drukuj
Wyślij do znajomego

Komentarze użytkowników  
 

Średnia ocena użytkownika

   (0 głos)

 


Dodaj swój komentarz
Nazwa
E-mail
Tytuł  
 
Komentarz
 
Dozwolone liczba znaków: 600
   Zawiadom mnie o nadchodzących komentarzach
   
   

Żaden komentarz nie wystawiony



mXcomment 1.0.4 © 2007-2010 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
 
design: joomlamarket.de, zupełnie zmienony przez Miklas